05 March 2012 04:42:00
Meksykańska grupa Maná, to według mnie najlepszy, obecnie grający, zespół rockowy Latynoameryki. W ostatnią sobotę dali koncert w Bogocie, który był częścią ich obecnej trasy koncertowej po Ameryce Południowej. Kubeł łez wylałam, że nie mogłam pójść, ale mam nadzieję, że jeszcze okazja się nadarzy. W dzisiejszym wpisie prezentuję pierwszy singiel z ich ostatniej fantastycznej płyty "Drama y Luz" (Dramat i Światło). Polecam całą płytę!

03 March 2012 16:18:00
W leniwy lub nie sprzyjający plażowaniu weekendowy dzień warto wybrać się do Minca - wioski położonej niedaleko Santa Marta. Ta niewielka mieścina ma wszystko co jest potrzebne na taką weekendową wycieczkę. Po pierwsze wjeżdżamy w góry Sierra Nevada de Santa Marta, gdzie na krętej drodze obserwujemy tropikalną puszczę schodzącą łagodnie po wzgórzach. Co chwila zresztą pojawiają się znaki informujące o parku narodowym. Po drugie, będąc w górach otoczeni bujną zielenią, z daleka obserwujemy ładną panoramę Santa Marta i Morza Karaibskiego. Po trzecie, miasteczko Minca jest przeurocze.... kolorowe, zielone, z przebiegającą przez nie malowniczą rzeką oraz wieloma restauracjami gdzie można spożyć wyśmienity posiłek.
 |
| Kościól w głównym Parku w Minca. Byliśmy tam przed świętami Bożonarodzeniowymi, stąd ozdoby świąteczne. |
 |
| Rzeka przebiegająca przez wioskę |
 |
| Bardzo podobały nam się kolorowo przyzdobione domy. Tutaj sklepik-kawiarnia, którego pilnują koty. |
 |
| Lokalny transport - BARDZO popularny w górzystej Kolumbii. |
 |
| Zielone schody do nieba i helikonia |
 |
| Lokalna kaczka. |
Na lunch zatrzymaliśmy się w restauracji Bururake. Był to genialny wybór, choć tak na prawdę celowaliśmy w ciemno. Restauracja jest prowadzona przez niesamowicie sympatycznych i przyjaznych młodych ludzi. Posiada dwie części: pierwszą w budynku i drugą wprawdzie zadaszoną, ale w otoczeniu natury. Wybraliśmy się oczywiście do tej drugiej części i spędziliśmy na prawdę niesamowite popołudnie mimo, iż wokoło nas padal deszcz. Siedzieliśmy na skarpie otoczeni roślinnością, a w dole słychać było przepływającą rzekę. Kuchnia - otwarta i ładnie przystrojona. Jedzenie - genialne! Ja zamówiłam mięso w sosie z owocu tamarindo. Moi przyjaciele też byli zachwyceni swoimi wyborami. Na prawdę polecam jeśli tylko będziecie kiedyś w Minca.
04 February 2012 19:45:00

Jardín Botánico (i) José Celestino Mutis
W słoneczny i bezchmurny weekend w Bogocie można wybrać się do Ogrodu Botanicznego, który nosi imię hiszpańskiego botanika i męża wielu zawodów - José Celestino Mutis. Może sam ogród nie rzucił mnie na kolana, choć teoretycznie znajdują się tam rośliny z każdej strefy klimatycznej w Kolumbii, to warto się tam wybrać przynajmniej dla kolekcji orchideii, różanego ogrodu oraz spotkania z motylami. Ale najpierw trochę o ciekawej postaci jaką był Mutis.
 |
| José Celestino Mutis |
Hiszpan w 1761 dotarł do stolicy Królestwa Nowej Granady, czyli dzisiejszej Bogoty i został prywatnym lekarzem wicekróla. Dosyć szybko po swoim przybyciu, albowiem w 1763 oraz w 1764 roku zaproponował Koronie Hiszpańskiej ekspedycję botaniczną regionu Nowej Granady. Był to teren dosyć spory ponieważ dziś na jego terytorium znajdują się ziemie: Kolumbii, Wenezueli, Panamy, Ekwadoru, północnych ziem Peru i Brazylii oraz wschodnich krańców Gujany. Dlaczego wykształcony lekarz zainteresował się botaniczną wyprawą? Ponieważ w Hiszpanii oprócz medycyny studiował także botanikę (oraz matematykę i astronomię). Jego propozycje spotkały się jednak z odmową. W odpowiedzi Mutis, oprócz pracy lekarza, zajął się projektami handlowymi, minerologicznymi (zwłaszcza kopalnianymi), nauczał na katedrze w bogotańskim Colegio del Rosario (dziś uniwersytet), studiował społeczno-ekonomiczne warunki wicekrólestwa, stale rozwijał swoją wiedzę na temat flory i fauny oraz jakby mu było mało - postanowił zostać księdzem. Innymi słowy - nie nudził się. Nic dziwnego, że kiedy w końcu przeszedł na emeryturę, wytrzymał na niej zaledwie rok. Ponownie wysłał swoją propozycję do Korony Hiszpańskiej o zorganizowanie botanicznej ekspedycji w Nowej Granadzie. Projekt trafił na podatny grunt, bowiem Król Karol III między innymi studiował właśnie botanikę. Pozwolenie zostało przeznane i w 1783 roku (czyli w dokładnie 20 lat później od wysłania pierwszej propozycji) rozpoczęła się Królewska Wyprawa Botaniczna, której szefem został Mutis i prowadził ją przez prawie 30 lat. Robi wrażenie, prawda? Warto konsekwentnie dążyć do celu! :) Wyprawa to inny temat, ale dla zasług jakie José Celestino Mutis poczynił, ogród botaniczny w Bogocie został uhoronowany jego imieniem.
Mariposario czyli motylarnia
Po wejściu do motylarnii, na początku nic oprócz roślin się nie widzi. Potrzeba chwili uspokojenia oraz skoncentrowania i już po chwili obserwujemy latających braci. Kolumbia jest drugim na świecie krajem o największej liczbie motylii - wyróżnia się 3272 gatunków z 14 rodzin.



Orchidee i Cattleya Trianae - narodowy kwiat Kolumbii
Przyjmuje się, że na świecie istnieje ok. 5000 odmian orchideii, z czego 10% rośnie w Kolumbii - podobno jest to największe skupisko storczykowatych na jednym terytorium państwa. Kolumbia ma kilka emblematów narodowych i jednym z nich jest kwiat orchideii, a dokładnie Cattleya Trianae. Na symbol została wybrana w 1936 roku przez Kolumbijską Akademię Historii.
Każde poniższe zdjęcie przedstawia orchideę - nawet te maciupeńkie kwiatuszki :)
 |
| Po lewej - Cattleya Trianae |

 |
| Po prawej - Odontoglossum luteopurpureum Lindl - Orquidea de Bogota - kwiat przyjęty na symbol stolicy Kolumbii w 2003 |
 |
| Po prawej - Odontoglossum crispum |

Jesteś z Polski? Czyli mówisz w esperanto!
Kiedy tak zachwycałam się pięknymi orchideami i rozważałam najlepsze ujęcia fotograficzne, podszedł do mnie jeden z pracowników ogrodu z pytaniem czy nie chciałabym się czegoś dowiedzieć o orchideach. Chciałam, więc pan zaczął opowiadać. A ponieważ moje blond włoski i niebieskie oczy zwykle budzą zainteresowanie, to pan szybko się zapytał skąd jestem. "De Polonia" - odpowiedziałam zwięźle, choć grzecznie. No i jak zwykle w takich przypadkach posypała się dobrze znana mi lista: Jan Paweł II, Lech Wałęsa, czasami kto wymieni Grzegorza Lato. Po liście pan kontynuował mówienie, a ja naciskanie przycisku migawki, kiedy zdałam sobie sprawę, że chyba go nie rozumiem. Niby hiszpański a jednak - coś dziwnego. Widząc moje zdezorientowanie pan spytał się (już po hiszpańsku) czy znam esperanto? A! Zatem miałam żywe przedstawienie z esperanto w roli głównej! Ja na to panu, że nie, nie znam esperanto ale, że wiem, że twórcą był Polak. On na to się rozochocił i znowu w tym esperanto zaczał do mnie mówić. Kurczę, przecież mu powiedziałam, że nie znam. Kiedy już zdał sobie z tego sprawę zaczął mi opowiadać jak to jego tata był swego rodzaju reprezentantem, albo właściwie szefem klubu esperanto w Kolumbii. Jak to klub jeździł do Polski na wycieczki, a Polacy do Kolumbii (nawet grupy kilkudziesięcioosobowe! I to w czasach komuny!). Jak już się tych ciekawych rzeczy dowiedziałam (a trzeba wiedzieć, że zainteresowanie umiarkowane przejawiałam) to pan zaproponował mi naukę esperanto. Ja na to, że nie, dziękuję bardzo - siedem obcych języków się w swoim młodym życiu uczyłam i więcej mętliku w głowie nie potrzebuję. Pan jednak na tyle był uporczywy i zaproponował, że po zwiedzeniu ogrodu ja go w tej szklarni z orchideami znajdę - stwierdziłam, że chyba jednak nie o nauczanie mu chodzi. Musiałam go zgasić jednym szybkim stwierdzeniem, że potem to ja mam randkę ze swoim mężem. Ot co! Gracias y hasta luego!
"Kwiaty we włosach potargał wiatr..."


 |
| W Bogocie notorycznie panuje jesień przemieszana wiosną i latem. |
Drugim symbolem Kolumbii jest smukła i wysoka palma woskowa (hiszp. Palma de cera del Quindio):
 |
| Palma de cera del Quindio |
View Larger Map
30 January 2012 19:28:00
Pico Cristóbal Colón i Pico Simón Bolívar
Pico [czyt.piko] czyli szczyt. W Kolumbii dwa najwyższe szczyty znajdują się na jej północnym wybrzeżu w górach Sierra Nevada de Santa Marta. Teoretycznie góry Sierra Nevada przynależą do Andów, są jednak od nich oddzielone nizinnymi obszarami i słusznie stanowią jeden z najwyższych obszarów górskich znajdujących się tak blisko morza. Obydwa szczyty, Colón i Bolívar, przykryte wieczną śnieżną czapą oraz Morze Karaibskie dzieli około 40 kilometrów - niewiele, prawda?
Trudności z ustaleniem wysokości
Dwa szczyty, których elewacje nad poziomem morza, a zatem realne fizyczne wysokości, nie są jeszcze do końca ustalone! Podobną sytuację odkryłam z wodospadami - wydaje mi się to fascynujące, że w dobie takiej technologii, jaką jesteśmy otoczeni, są jeszcze na świecie rzeczy (jak góry od wieków wznoszące się ku niebu), które wymagają jeszcze dokładnego określenia przez człowieka. Najnowsze badania prowadzone z udziałem kosmicznego systemu SRTM (Shuttle Radar Topograhic Mission) wykazują, że obydwa szczyty wznoszą się na wysokość 5700m.n.p.m. Przyjmuje się, że obydwie góry są bliźniacze, czyli o podobnej wysokości. Generalnie wyznacza się jednak Pico Cristóbal Cólon (szczyt Krzysztofa Kolumba) na najwyższy szczyt w Kolumbii. Może dlatego, że najwyższym szczytem Boliwariańskiej Republiki Wenezueli jest Pico Bolívar (4978m.n.p.m.) - inna góra, ale nazwa praktycznie ta sama.
Udział Polaków w zdobywaniu najwyższych szczytów Kolumbii
Po raz pierwszy szczyt Bolívar został zdobyty przez Amerykanów w 1939 roku. Drugie wejście na szczyt w 1980 r. należy już do Polskiego Klubu Górskiego i panów: Sabolewski, Malatyński i Pietraszek. Szczyt Colón został zdobyty przez mieszkającego w Kolumbii pana Krzysztofa Szafrańskiego w 1988 roku.
